środa, 6 grudnia 2017

Esencja Cierpienia - cofnięcie publikacji

Witajcie!

Wiem, że data średnia, żeby umieszczać takie wpisy, ale cóż tam.

Informuję, że publikacja "ESENCJI CIERPIENIA" zostanie cofnięta 28 lutego 2018 roku tuż przed północą. Kto jeszcze nie zaczął czytać, a chce, niech zacznie, a kto zaczął, a jeszcze nie dokończył, niech kontunuuje ;) EC zniknie i z wattpada i z bloggera.

Łapcie linki, póki działają:

Wattpad: https://my.w.tt/UiNb/vL706mBDEI

Blogger: http://esencja-cierpienia-dramione.blogspot.com/?m=1&zx=7e197b38908e3e7c

Abstrahując od tego wpisu, życzę wszystkim Wesołych Mikołajek (Mikołajków?).

Pozdrawiam!

środa, 25 października 2017

[Rocznica Zapisanych Sobie] Poród Rodzinny



Wnętrze. Rezydencja państwa Malfoyów. Noc.
W pokoju panuje ciemność. Draco [D] i Hermiona [H] śpią w małżeńskim łóżku. Hermiona się kręci i cicho pojękuje, budząc Dracona.
[D] Hermiona? Co jest?
[H] Ja... oj... o nie…
[D] Co… (krzyczy) Ach!
Draco zapala lampkę nocną, odrzuca kołdrę, odkrywając mokrą plamę po drugiej stronie materaca. Hermiona jest w widocznej ciąży, wyraźnie można zauważyć, że to ostatni miesiąc.
[D] (z paniką w głosie) Na Merlina! To już?! To już?!
[H] (opanowana) Draco, spokojnie.
[D] Spokojnie? Jak mam być spokojny w takiej sytuacji?! Boli cię? Boli?
[H] Uh…
Hermiona łapie się za brzuch ze zbolałym wyrazem twarzy.
[D] Co jest? Co się stało?!
[H] To skurcz. To tylko skurcz.
[D] Musimy jak najszybciej zabrać cię do Munga!
Zdenerwowany Draco wyskakuje z łóżka, za pomocą magii przywołuje ubrania, które samego go ubierają. Zaczyna krążyć po pokoju, wyraźnie czegoś szukając.
[H] Kochanie, czy mógłbyś... ochłonąć? Mamy jeszcze czas.
Hermiona wodzi spojrzeniem za Draconem.
[D] Gdzie masz torbę?!
[H] (obojętnie) Kochanie...
[D] W łazience, tak?
[H] Kochanie...
[D] W kuchni?
[H] To nie jest twój pierwszy poród, Draco. Współczuję Astorii, jeśli byłeś jeszcze bardziej zestresowany.
Draco się zatrzymuje. Drapie się po głowie. Widać, że wciąż jest zdenerwowany.
[D] Ja... byłem wtedy za granicą. W interesach pojechałem.
[H] Nie byłeś przy porodzie Scorpiusa?
[D] Dowiedziałem się następnego dnia, gdy wróciłem... To gdzie ta torba?
[H] Zaraz spakuję.
Hermiona powoli wstaje z łóżka.
[D] Co?! Jeszcze jej nie przygotowałaś?
[H] Mam dość czasu.
W korytarzu słychać kroki dwóch par stóp. Do sypialni wpadają ośmioletnia Rose [R], a za nią sześcioletni Scorpius [S]. Chłopiec ściska pod pachą pluszowego misia. Oboje są ubrani w piżamy. Hermiona dyskretnie przykrywa mokrą plamę kołdrą.
[S] (lekko przestraszony) Czemu krzyczycie? Co się stało?
[H] (uspokajającym tonem) Dzidziuś się rodzi. Wybieramy się do szpitala.
[S] Ooo! Mogę zobaczyć? (z zaciekawieniem) Widać go już w pępku?
[R] (przemądrzale) Ty trollu, dzieci nie wychodzą pępkiem tylko...
[H][D] (z naganą w głosach) Rose!
[H] Jak się odzywasz do brata?
[R] Przepraszam, ale ktoś go musi uświadomić, jeśli wy nie możecie tego zrobić.
[H] Ty go na pewno uświadamiać nie będziesz.
[D] Idźcie do pokoju. Za chwilę was zawołamy...
[S] (zawiedziony) Ja tylko chciałem zobaczyć...
[R] (ochoczo) Pokażę ci filmik...
[D] Rose! Nawet się nie waż!
Dzieci wybiegają z pokoju, Rose trzaska drzwiami. Draco patrzy na Hermionę i rusza w jej kierunku, jakby chciał jej pomóc wstać.
[D] Pomóc ci?
[H] Tak. Odkręć wodę w prysznicu, niech się zagrzeje. Ja zaraz przyjdę.
Draco zmienia kierunek, tym razem kierując się do przysypialnianej łazienki. Odkręca wodę pod prysznicem, parokrotnie upewniając się, że nie jest za gorąca. W niewielkiej łazience zaczyna unosić się para. Do łazienki wchodzi Hermiona; powoli i mozolnie ściąga przemoczoną koszulę nocną; rzuca ją na stertę brudnego prania. Kobieta podchodzi do prysznica.
[D] Pomóc?
Hermiona kiwa głową na znak zgody. Draco pomaga jej wejść do brodzika, po czym zamyka kabinę. Przez zamleczone szkło ogląda jej dość pokaźna sylwetkę. Jest zamyślony — pełen obaw, a jednocześnie podekscytowany.
[H] Wciąż tu siedzisz...
[D] Pilnuję…
[H] Nie urodzę pod prysznicem, a kanalizacja mnie nie wciągnie. Zadzwoń do rodziców.
[D] (nieprzytomnie) Których?
[H] Jedynych żywych. W piekle nie mają telefonu, Narcyza zaś raczej w postaci ducha niewiele zdziała...
[D] A no racja… (zdezorientowany) a... e... po co?
[H] (tracąc cierpliwość) Bo ktoś musi zostać z dziećmi!
Draco rusza do drzwi, asekuracyjnie spoglądając w stronę prysznica.
[D] Fakt. Nie ruszaj się. Nie mdlej. Albo się wstrzymaj. Zaraz wrócę.
[H] Draco, ja nie jestem umierająca. Ja tylko rodzę.
[D] To też prawda.
Draco wychodzi z łazienki, przechodzi przez sypialnie, pośpiesznie pokonuje korytarz i schody w dół. Na przedpokoju na stoliku stoi telefon stacjonarny. Mężczyzna wybiera numer i cierpliwie czeka, aż rodzice Hermiony — Jane [J] lub Chris — odbiorą.
[J] (zaspanym głosem) Dom państwa Granger, Jane przy telefonie...
[D] (pospiesznie) Dzień dobry, Jane.
[J] Dobry wieczór, Draco.
[D] A tak. Dobry wieczór.
[J] Stało się coś?
[D] Właśnie w tej sprawie dzwonię.
[J] Tak?
[D] Hermiona rodzi. Kazała mi zapytać, czy przypilnujecie Rose i Scorpiusa.
[J] Mogłam się domyślić. Wiedziałam, że to już niedługo…
Tupot nóg zwraca uwagę Draco. Ze schodów zbiega zdenerwowany Scorpius.
[S] (z wyraźną paniką w głosie)Tato! Tato!
[D] (do Scorpiusa) Nie teraz, rozmawiam.
[S] Ale tato!
[D] (do słuchawki) Muszę kończyć... przyjedziecie?
[J] Oczywiście. Będziemy do pół godziny.
Wyraz twarzy Draco zmienia się z umiarkowanie obojętnego na przerażony.
[D] (niemal bezgłośnie, do siebie) Pół godziny?! (wyraźnie, do słuchawki) Oczywiście. Do zobaczenia.
[S] (błagalnie) Tato!
[J] Do zobaczenia.
Draco odkłada słuchawkę.
[D] (przeciągle, ze zniecierpliwieniem) Cooo?!
[S] A mama pęknie?
[D] Co?
[S] Rose mówi, że mama pęknie i będą ją zszywać! To będzie mamę bolało?! I jak ona będzie wtedy chodzić?!
[D] (donośnie) Rose! Rose!
Na piętrze pojawia się Rose. Opiera się o balustradę.
[R] Tak, tato?
[D] Zakaz na Animal Planet!
[R] Serio, tato?
[D] Na National Geographic i Discovery też!
[R] (przewracając oczami) To już trafniej...
[S] To mama pęknie?!
[D] (miotając się) Tak. Nie. Kochanie, może oglądniesz bajeczkę?
Draco bierze syna za rączkę i prowadzi do salonu, sadza go na kanapie i szuka pilota od telewizora.
[S] A to prawda, że...
[D] Nie, Scorpi, nie będziemy rozmawiać o bzdurach, jakie nagadała ci siostra.
[R] (krzyczy z korytarza) To nie bzdury! Tak było napisane w podręczniku od biologii!
[D] (krzycząc) Zakaz na podręcznik do biologii!
[R] Zakaz na szkołę też mi dasz?
[D] Nie! (czule do Scorpiusa) Smerfy?
[S] Tak!
Draco włącza telewizor, włącza bajkę na DVD. Rozlega się wesoły motyw muzyczny.
[D] (marudzi do siebie) Jak jej matka... przemądrzała... i zawsze musi mieć rację... kobiety... wszystkie takie same...
[R] (krzyczy z korytarza) Słyszałam!
[D] Wujek George już nigdy nie da ci prezentu! Już ja tego dopilnuję! Masz zakaz na uszy! Wraz z podręcznikiem mają się zaraz pojawić w moim gabinecie!
[R] Mam sobie je obciąć?
[D] Doskonale wiesz, o czym mówię!
[R] Zmuszasz mnie do samookaleczenia. Na to jest paragraf.
Do salonu wchodzi Rose z kamerą, filmując Draco.
[D] (oburzony i zmieszany) Co? Co ty robisz?
[R] Będę mieć dowód, gdy się zobaczymy w sądzie.
[D] Dość tego! Kamera, uszy dalekiego zasięgu oraz podręcznik do biologii natychmiast do mojego gabinetu!
[R] Obawiam się, że same tam nie przyjdą.
[D] Ty poczwaro!
Do salonu wchodzi Hermiona. Przy piersi trzyma torbę.
[H] Co tutaj się dzieje?
[S] Oni przeszkadzają mi, a ja oglądam bajkę...
[D] (przeczesując palcami włosy) Zapomniałem, że rodzisz. (pozytywnie zaskoczony) O! Już spakowana?
[H] (z przekąsem) Tak. Gdy nie biegałeś wokół mnie, krzycząc w panice, łatwiej było to wszystko pozbierać.
[D] Ja wcale...
[H] Nie?
[D] Może troszkę.
[H] Rose, dlaczego męczysz tatę?
[R] Ja nikogo nie męczę. To on mi daje zakazy. Zakaz za zakazem. To się nazywa rodzicielstwo? Niedługo zamkniesz mnie w klatce.
[D] W ciemnicy, skarbie, zamknąłbym cię w ciemnicy.
[R] (triumfalnie) Ha! Nagrałam to!
[D] (naśladując Rose) Ha!
Draco odbiera kamerę, wyciąga taśmę, zapala ogień w kominku szybkim zaklęciem i wrzuca taśmę w płomienie.
[D] Chyba jednak nie!
[H] Ma to po tobie.
[D] Chyba żartujesz. Ja bym ukrył kamerę pod peleryna niewidką.
[S] Ciii!
[D] Dom wariatów. Możemy już iść?
[H] Rodzice jeszcze nie…
W okna salonu świeci światło, a pod dom podjeżdża samochód. Rodzice Hermiony wychodzą z pojazdu i kierują się do drzwi wejściowych. Po chwili są już w środku, a Scorpius zrywa się z fotela i biegnie do dziadków.
[S] Babcia! Dziadek!
Scorpius ściska babcie i dziadka. Rose próbuje się wycofać.
[R] To ja będę na górze.
[J] Rose, skarbeczku, dlaczego nie posiedzisz z babcią i dziadkiem?
[R] (nieśmiało) Skoro muszę...
[D] (półgębkiem do Hermiony) A jeszcze nie zaczęła dojrzewać.
Hermiona chichota i daje Draconowi kuksańca w bok. Draco ciągnie żonę do kominka, sięgając po proszek Fiuu.
[D] (głośniej) Na nas czas. Bawcie się dobrze, wrócimy niebawem. I... będzie nas trójka.
[H] (kręcąc głową) Eh, Draco... to niebawem będzie miało kilkanaście godzin. Ale z ciebie optymista...
[D] (zdziwiony) Serio? Mniejsza z tym. Szpital Munga!
Draco znika w płomieniach, a zaraz za nim Hermiona.
*
Wnętrze. Szpital. Noc.
Draco rozmawia z pielęgniarką [P] w dyżurce. Pomieszczenie jest małe, klaustrofobiczne. W środku znajduje się tylko stolik, czajnik i parę krzeseł.
[D] (poirytowany) Ale jak to musimy czekać na wolną salę?!
[P] Smocza ospa zbiera żniwa. Chyba nie chce pan, aby pańska żona rodziła wśród zarazków?
[D] Ale dlaczego kładziecie ich na porodówce?!
[P] Zabrakło miejsca w innych salach. Zaraz lekarz skończy badanie, wyśle chorych do izolatki, zdezynfekujemy pomieszczenie  i zwolni się sala. Wtedy poprosimy pana żonę oraz drugą pacjentkę na oddział.
[D] Drugą pacjentkę?! Przecież mieliśmy mieć zapewnioną prywatną salę! Poród rodzinny, bez żadnych obcych! Prywatną pielęgniarkę i lekarza-położnika!
[P] Niestety, ale priorytety szpitala się zmieniły. Zwrócimy panu wszystkie koszty za poród ekskluzywny…
[D] To żart!
[P] Żartem jest moja pensja w momencie, gdy muszę ogarnąć całe to bagno. Smocza ospa! W dwudziestym pierwszym wieku! Dobrze, że przynajmniej część ludzi zażyła eliksir uodparniający… Ekhem. Proszę o cierpliwość.
Pielęgniarka wskazuje drzwi. Draco opuszcza pomieszczenie, wychodząc na korytarz szczelnie wypełniony ludźmi o różnych urazach — od połamanych rąk, przez poparzenia do oderwanych nóg. Hermiona siedzi na ławeczce między staruszką a czarodziejem częściowo przetransmutowanym w drzewo.
[D] (burkliwie) Musimy czekać.
[H] (z opanowaniem) W porządku.
[D] Banda imbecyli…
[H] Draco, skarbie… możemy jeszcze poczekać. Nic się nie dzieje, a nawet jeśli… jesteśmy w szpitalu.
[D] (zbulwersowany)Smocza ospa jest ważniejsza.
[H] Bo jest ważniejsza.
[D] (z rezygnacją) Niech ci będzie.
Naburmuszony Draco krzyżuje ręce i opiera się o ścianę. Wpatruje się w zegar nad drzwiami do kolejnego korytarza. Wskazówki poruszają się mozolnie. Czas spędzony na korytarzu ciągnie się niemiłosiernie. Oglądamy sceny, podczas których napływają kolejne tłumy chorych, a ci z podejrzeniem o ospe są w maseczkach wysłani od razu na oddział. Draco wielokrotnie przewraca oczami. Staruszka zasypia, opierając policzek o ramię Hermiony. Po pół godziny wychodzi znajoma pielęgniarka; ma dwie karty w rękach.
[P] Pani Hermiona Granger i pani Patricia Crowd.
Hermiona podnosi się z miejsca, delikatnie odpychając staruszkę, która wciąż śpi. Draco jej pomaga. Udaje mu się ustabilizować starszą kobietę.Gdy chce wejść na oddział, pielęgniarka go zatrzymuje.
[P] Niestety, panie Malfoy, tylko osoby wymagające pomocy.
[D] (z groźbą w tonie) Chcę rozmawiać z ordynatorem.
[P] Dobrze. Być może jutro rano będzie wolny. Wtedy pan z nim porozmawia.
Rozwścieczony Draco siada na miejscu Hermiony, a głowa staruszki opada tym razem na jego ramię. Pielęgniarka rozdaje maseczki ciężarnym kobietom, po czym wpuszcza je na oddział. Znikają za drzwiami jednego z gabinetów. Obrażony na świat Draco wpatruje się przed siebie. Po pewnym czasie zasypia.
*
Wnętrze. Szpital. Środek nocy.
Draco otwiera oczy, nie rozumiejąc, co się dzieje. Wokół panuje harmider — ludzie tłoczą się w pewnej odległości, głośno komentując między sobą obecną sytuację. Medycy kucają obok. Patrzy w bok na staruszkę,która aktualnie leży na podłodze, badana przez służby medyczne.
[D] (mamrocząc sennie) Co… Co się stało?
Najbliżej klęczący lekarz [L] patrzy ma Draco.
[L] Zna ją pan?
[D] Nie.
[L] Nie?
[D] Właśnie to powiedziałem.
Lekarz wygląda na speszonego. Wymienia porozumiewawcze spojrzenia z innymi medykami.
[L] (konspiracyjnym szeptem) Ta pani… zmarła parę godzin temu…
Draco blednie, a następnie pada nieprzytomny na podłogę. Medycy próbują go ocucić. Jego koszula zostaje przypadkowo podwinięta. Na korytarzu rozlega się pomruk niedowierzania.
*
Wnętrze. Szpital. Dzień.
Znajdujemy się w izolatce. To duże pomieszczenie, po którego obu stronach ustawiono po piętnaście łóżek (razem trzydzieści). Wśród chorych leży Draco, jego czoło jest zroszone potem, skóra blada, lekko zielonkawa. Na czole i policzkach widać pryszczo-podobne zmiany skórne. Między łóżkami przechadza się lekarz, na jego plakietce jest napisane jego imię i nazwisko Michael Frost [MF]. Malfoy się budzi, rozglądając dookoła, na jego obliczu maluje się coraz większe przerażenie. Łapie kontakt wzrokowy z lekarzem.
[D] (słabo i ochryple) Przepraszam… przepraszam…
Draco zdejmuje kołdrę i siada na brzegu łóżka. Lekarz natychmiast do niego podchodzi.
[MF] (pewnym, rozkazującym tonem) Proszę się położyć.
[D] Zaszła pomyłka…
[MF] Pomyłka? Nie sądzę.
[D] Ale ja tak. Ja tylko towarzyszyłem żonie. Niech mnie pan stąd natychmiast wypuści. Nie jestem chory.
[MF] Nie sądzę.
[D] Jestem zdrów jak ryba! Wypisuję się na własne…
Draco przyglądał się swoim dłoniom — są pokryte wykwitami.
[MF] Nie sądzę, żebyśmy pozwolili wypisać się panu na własne życzenie. Nie póki rozsiewa pan zarazę.
[D] (oburzony, resztkami sił) Co?! Ja rozsiewam zarazę?! Ja?! A przez kogo tkwiłem przez godziny na korytarzu?! Przez kogo spałem z martwą staruszką na ramieniu?! Jak się zajmujecie pacjentami, skoro umierają na waszych pieprzonych korytarzach?! I jeszcze zaraziliście mnie… smoczą ospą… (z paniką) Smoczą ospą! O Salazarze! Ja umrę! Przyszedłem tylko, aby powitać moją córeczkę na świecie, a umrę, nie mając jej nawet w ramionach! Chciałem tylko towarzyszyć żonie w tych trudnych chwilach, po raz pierwszy zobaczyć cud narodzin, a teraz...
Lekarz drapie się po głowie i przegląda karty.
[MF] Jak się domyślam pan Dracon Malfoy.
[D] Draco Malfoy…
[MF] Tak… tak… Żona wspominała o pańskiej skłonności do hister… przesady. Z pańskich akt wynika, iż brał pan eliksir uodparniający, czyż nie tak było?
[D] (oburzony) Jakie to ma znaczenie, jeśli i tak zachorowałem?! Nie dość, że mordujecie staruszki na korytarzach, to jeszcze podajecie ludziom niedziałające eliksiry!
[MF] Panie Malfoy…
[D] I teraz umrę! Ale zanim to nastąpi, chcę was pogrążyć! Chcę się skontaktować z prawnikiem! Natychmiast!
Paru chorych się budzi i obserwuje rozgrywającą się scenę z zaciekawieniem.
[MF] Panie Malfoy… gdyby nie miał pan odporności, zapewniam, że Smocza Ospa obdarłaby pana ze skóry, a mówiąc “obdarła ze skóry” właśnie to mam na myśli.
[D] Kwestia czasu…
W sali rozlegają się chichoty. Draco lustruje pomieszczenie groźnym, naburmuszonym spojrzeniem.
[MF] Przekażę pańskiej żonie, że już panu lepiej. Martwi się… a, tak. Pana córeczka jest okazem zdrowia i wraz z mamą będzie mogła wyjść już dzisiejszego wieczora.
Wyraz twarzy Dracona łagodnieje na wspomnienie o córce. Kiwa głową.
[D] (już spokojniej) A ja?
[MF] Ekhem… Zadecyduję pod koniec tygodnia…
[D] (przerażony) Słucham?!
[MF] Wszystkie zmiany muszą zejść.
[D] Ile zazwyczaj to trwa?
[MF] Do dwóch tygodni.
[D] Do dwóch tygodni?!
[MF] Proszę leżeć, wypoczywać. Wypoczęty organizm lepiej zwalcza chorobę. Proszę brać leki. Może zmiany znikną nawet i po półtora tygodnia?
[D] (ponuro) Raczy pan nie tryskać tak obficie tym optymizmem… Dobrze. Czy dostanę pióro, pergamin…
[MF] Listy mogą zostać zakażone.
[D] Szachy, krzyżówkę, sudoku?
[MF] Możemy panu zapewnić takie rozrywki, jednakże zaraz po zakończeniu kwarantanny przedmioty te zostaną spalone.
[D] Nieważne. Dajcie mi jakąś rozrywkę.
[MF] Proszę porozmawiać o tym z pielęgniarką.
[D] A kiedy…
[MF] Pojawiają się trzy razy dziennie, aby zmienić opatrunki, nasmarować maściami, czy wymienić kaczki.
Draco kręci się na łóżku, a jego twarz jeszcze bardziej blednie.
[D] Ale ja mogę sam do toalety.
[MF] Nie możemy…
[D] Przemilczmy to.
[MF] Proszę wybaczyć. Mam pacjentów.
[D] Jasne.
Michael idzie do kolejnego łóżka, zaczynając wywiad z następnym pacjentem. Draco rozgląda się dookoła. Na najbliższych łóżkach leżą: staruszka wgapiona w sufit i mamrocząca pod nosem oraz zarośnięty facet [ZF].
[D] Witam, nazywam się…
[ZF] Moja nie powiedzieć po angielski.
[D] Ach. Okay.
Zrezygnowany Draco opada na poduszki i wpatruje się w sufit. Wzdycha.
*
Wnętrze. Szpital. Kolejne dni i noce.
Oglądamy kolejne sceny.
Draco chodzi za pielęgniarkami, próbując zwrócić ich uwagę. Raz zostaje zdzielony teczką po głowie. Piekli się, a następnie opada bez sił na łóżko.
Draco budzi się, a na szafce leżą mugolskie krzyżówki, sudoku, książka i długopis. W kolejnych ujęciach Draco czyta i pisze w zeszytach.
Draco handluje krzyżówkami w zamian za papierosy, ciastka i karty.
Draco siedzi w uchylonym oknie, pali i wygląda na zewnątrz. Wygląda na zdrowszego.
*
Plener. Londyn. Dzień.
Przed domem handlowym Purge & Dowse Ltd. stoi Draco. Nabiera powietrza do płuc, rozkoszując się wolnością. Uśmiecha się, a na jego twarz padają promienie słońca. Mijający go mugole patrzą nań jak na wariata. Na jego ciele nie ma już śladów po Smoczej Ospie. Manekin za jego plecami sztywno macha ramieniem, a skrzekliwy głos mówi: zapraszamy ponownie. Draco podnosi rękę i wystawia środkowy palec w stronę witryny. Po raz kolejny bierze orzeźwiający wdech. Rusza przed siebie, uśmiechając się pod nosem.
*
Wnętrze. Rezydencja państwa Malfoyów. Dzień.
Hermiona siedzi na podłodze, jedną ręką kołysząc fotelik z niemowlakiem, a drugą układając klocki ze Scorpiusem. Rose siedzi przy stole w jadalni, odrabiając pracę domową. Hermiona wygląda na wykończoną, ma sińce pod oczami, a jej puchate włosy sterczą na wszystkie strony.
[R] Bazyliszek jest gadem czy płazem?
[H] (bez życia) Gadem.
[R] Jesteś pewna? Tu jest napisane, że żyje w wilgotnych środowiskach, a jego ciało wytwarza śluz w odpowiedzi na…
[H] Jest gadem…
[S] Nie tak, mamo! Teraz układamy w górę! Wieża nie może być szeroka i niska!
[H] Dobrze, skarbie…
Niemowlak zaczyna płakać, a oczy Hermiony czerwienieją, jakby i ona sama miała zaraz wybuchnąć płaczem. Słychać głośnego bąka. Scorpius macha przed twarzą ręką, a Rose patrzy z byka na niemowlaka.
[S] Fuj!
[R] Uch! Czym ty ją karmisz? Nie uwierzę, że tylko mlekiem. Śmierdzi, jakby zżarła gar grochówki dziadka Artura!
[S] Dlaczego Rose ma dwóch dziadków, a ja tylko jednego? To niesprawiedliwe… Dostaje więcej prezentów…
Z korytarza dobiega odgłos przekręcanego zamka. Hermiona podrywa się, ale zaraz opada, próbując uspokoić płaczące niemowle.
[H] (płaczliwie) Ci… ci… spokojnie. Maleńka…
Hermiona zagląda za pieluszkę dziecka i się krzywi. Do pokoju wchodzi Draco — szeroko uśmiechnięty szczerzy białe zęby. Z ulgą rozgląda się po jadalni, zatrzymując wzrok na Rose, Scorpiusie, Hermionie oraz niemowlaku.
[S] Tatuś!
Rose dyskretnie chowa książkę do biologii do plecaka.
[R] Już cię wypuścili?
[H] (groźnie) Rose. (miło i z czułością) Wybacz, że po ciebie nie przyszłam, ale…
Draco ucisza ją gestem i podchodzi do fotelika z dzieckiem. Bierze małą na ręce. Uśmiecha się, głaszcząc czoło najmłodszej córki.
[D] (ciepło) Dałaś już jej imię?
[H] Czekałam z tym na ciebie…
[R] (złośliwie) Ja to bym ją Śmierdziel nazwała.
Draco i Hermiona patrzą sobie w oczy, nie zwracając uwagi na Rose.
[D] Witaj w domu Cyziu. Jesteś tak samo piękna jak twoja babcia.
[H] Ma jej oczy.
[D] Tak jak i Scorpius, i Rose.
[H] I moje włosy.
[D] To da się naprawić.
Hermiona daje Draco sójkę w bok, śmiejąc się.
[H] Chcesz spełnić ojcowski obowiązek?
[D] Hmm? Co tylko zechcesz.
[H] Mała ma dla ciebie prezent na powitanie. Trzeba ją przebrać.
Draco traci dobry humor, ale już po chwili znów się rozluźnia.
[D] Jasne. Idź odpocząć. Nie chcę nic mówić, ale wyglądasz jakbyś nie spała od tygodnia.
[H] Bo tak było. Bo tak było…
Hermiona całuje Draco na pożegnanie. Wychodzi z jadalni. Draco zostaje z małą Narcyzą, jest w nią wpatrzony. Rose odrabia zadania, a Scorpius buduje wieżę. Scena ciemnieje i teraz, gdyby to był film, przeczytalibyśmy napisy...